Jesteś tutaj:  CYKLOiD.plZdobyliśmy Rzym, zaliczyliśmy Alpy i Apeniny


Zdobyliśmy Rzym, zaliczyliśmy Alpy i Apeniny

Data rozpoczęcia: 2011-08-01

Data zakończenia: 2011-08-25

Czas trwania : 25 dni

Autor wyprawy: Wojtek Stybel

Uczestnicy wyprawy:  Adek, Wojtek stybel, Adrian Nietreba

Fotogaleria
Fotogaleria

RELACJA
Relacja

TRASA
Trasa

Logo

Relacja

Zdobyli Rzym i zaliczyli Alpy !!! Dwóch gladiatorów z Nizin mieszkających w Słońsku w osobach Adrian Nietreba i Wojciech Stybel uzbrojonych w przeładowane sakwami rowery, podbiło wieczne miasto. Licząca 2100 km, trwająca 25 dni podróż, wybrukowana zmęczeniem, przygodą, pasją, widokami pasma Alpejskiego, gór Pirenejskich, Morza Adriatyckiego, historycznych budowli, to tylko szczypta esencji piątej rowerowej wyprawy. Nasza przygoda z rowerami zaczęła się w 2007 roku od pierwszej niewinnie zaczynającej się trzydniowej wyprawy do Częstochowy (450km). ...
[Czytaj więcej]

Opis wyprawy

"Dwóch gladiatorów z Nizin mieszkających w Słońsku w osobach Adrian Nietreba i Wojciech Stybel uzbrojonych w przeładowane sakwami rowery, podbiło wieczne miasto. Licząca 2100 km, trwająca 25 dni podróż, wybrukowana zmęczeniem, przygodą, pasją, widokami pasma Alpejskiego, gór Apenińskich, Morza Adriatyckiego, historycznych budowli, to tylko szczypta esencji piątej rowerowej wyprawy". Tak pisały o nas po powrocie nie które z lokalnych gazet.

Nasza przygoda z rowerami zaczęła się w 2007 roku od pierwszej niewinnie zaczynającej się trzydniowej wyprawy do Częstochowy (450km). Rok 2008 był zapoczątkowaniem prawdziwych Wypraw. Wystartowaliśmy z ronda w centrum Słońska w drodze do Częstochowy, Krakowa, Wadowic i Bielska Białej. Podróż była zakręcona jak wspomniane rondo i trwała 10 dni, liczyła około 800 km . W 2009 roku wkroczyliśmy na ścieżkę profesjonalizmu. Jednolicie ubrani w koszulki kolarskie zakupione przez Pana Franciszka Jamniuka z logo jego firmy oraz kurtkami rowerowymi z logo banku GBS i z coraz to nowymi gadżetami rowerowymi przemierzyliśmy szlaki bałtyckich plaż, aż po Hel i mazurskich jezior - w sumie 980 km w dwanaście dni.

W ubiegłym roku pękł pierwszy tysiąc. W ciągu 12 dni na rowerach pokonaliśmy 1150 km, zwiedziliśmy m.in. Poznań, Licheń, Konin, Łowicz, Pruszków, Warszawa, Kazimierz Dolny, Sandomierz, Pacanów oraz Kraków. W ciągu czterech lat przejechaliśmy Polskę "wzdłuż i wszerz". To był znak, że jesteśmy już gotowi na zagraniczną wyprawę do Wymarzonej Italii o której to mówiliśmy od 2007 r., czyli od momentu gdy zaczeliśmy pasjonować się jazdą na dwóch kółkach. Poza tym chcieliśmy upiec wielki, bo pięciopiętrowy tort, na szczycie którego zamierzaliśmy umieśić wisienkę o włoskim smaku.

W tym roku postanowiliśmy zrealizować nasze marzenie. Na rowerach wyruszyliśmy z Wrocławia 1 sierpnia, jadąc w kierunku Wałbrzycha i granicy polsko-czeskiej. Pierwszymi górskimi widokami obdarzyły nas Sudety. To tam zaczynały się podjazdy pod Sowie wzniesienia, które nie sprawiły nam trudności, lecz przygotowywały nasze nogi na jazdę. Jeszcze na dobre nie ruszyliśmy, a w Świdnicy jadąc kostką brukową w stronę Wałbrzycha Wojtkowi pękła szprycha. Usterkę naprawił emerytowany zawodowy kolarz Pan Jan Nadolny, startujący w przeszłości m.in. w Wyścigu Pokoju i Tour de Pologne. Po takim profesjonalnym serwisie Wojtek już nie miał problemów z kołami na dalszej trasie. W Czechach przy kapryśnej pogodzie spędziliśmy pięć dni, zwiedziliśmy m.in stolicę tego kraju Pragę i byliśmy w wielu innych ciekawych miejscach, w których powinno się zostać na dłużej. W państwie tym nocowaliśmy: w parku, na stacjach benzynowych oraz w namiocie tuż przy brzegu jeziora. Wjeżdżając do Austrii, czuć było trudy tegorocznej trasy. A gdzie Alpy i Apeniny, które były dopiero przed nami!!! Alpy mają w zanadrzu wiele męczących podjazdów, zjazdów, które pozwalają rozpędzić się do 80 km/h i z kilometra na kilometr pojawiają się widoki, które ciężko opisać.

Najtrudniejszym etapem była droga do sanktuarium w Mariazell. Droga na początku jest tylko lekko pod górkę. Jedziemy swobodnie. Później się zaczęło. Ciągnący się przez non stop 24 km podjazd, miał 10% a czasami 12% nachylenie, przy wiejącym wietrze, z obciążonymi sakwami nie pozwolił rozwinąć większej prędkości jak 5 km/h. Wjechaliśmy z poziomu 200 m npm na 1100 m npm. Po takim dniu, przyszło nam tylko wypocząć, lecz nie mogąc nic znaleźć, rozbiliśmy namiot pod mostem w miejscowości St. Sebastian w okolicach Mariazell. Byliśmy tak zmęczeni, że nie przeszkadzały nam przejeżdżające nad nami samochody.  Kolejne dni były już lepsze, wyszło słońce, które towarzyszyło nam aż do końca wyprawy. Noclegi te w Austrii, które pozostaną w pamięci to: wspomniany most w Mariazell, noclegownia dla bezdomnych w Buck and der Mur, oraz ciepłe przyjęcie przypadkowo spotkanego polskiego księdza Łukasza, który jest wikariuszem w austriackim Bad St. Leonhard im Lavental koło Wolfsbergu, oraz nocleg w lesie przy ambonie myśliwskiej koło Villach z widokiem na szczyty alpejskie. To, co widzieliśmy w Czechach i Austrii, spotęgowały widoki Alp już po stronie włoskiej, podziwiane przez nas od momentu przekroczenia granicy austriacko-włoskiej w Travisio.

Każdy przebyty kilometr niesie za sobą niesamowite wspomnienia, pozostające w pamięci na bardzo, ale to bardzo długo. Naszą drogę do Rzymu można podsumować tak: "im bliżej Rzymu, tym piękniej, i trudniej". Nasze zmagania ogrzewało słońce, które sprawiało, że miejscami musieliśmy pokonywać etapy przy temperaturze powyżej 40 stopni. Przy takiej temperaturze, ochłodzenia dodała nam kąpiel w Morzu Adriatyckim w Wenecji i Rimini. Preludium włoskiego piękna jest Asyż, miasteczko św. Franciszka, położone w górach Apenińskich. Męcząca droga do Asyżu przy prawie 40 stopniowym upale była największym utrudnieniem na tegorocznej wyprawie. Były męczące kilkunasto kilometrowe podjazdy i zjazdy, oraz oznakowania dróg, które zmusiły nas do pokonania kilkunastokilometrowego odcinka autostradą.

Najwięcej adrenaliny dał nam prawie 4 km przejazd autostradowym tunelem, czym wprawiliśmy w zdumienie przejeżdżających kierowców. Ale udało się! Najwięcej wspomnień mamy z niedzielnego (21 sierpień 2011) wjazdu do Rzymu. Jesteśmy u celu. Wzruszenie ogromne. Mówimy do siebie "spełniło się nasze marzenie, prawie niemożliwe". Przy tablicy ROMA strzelamy sobie fotkę i jedziemy dalej w stronę bazyliki św. Piotra. Udało nam się dojechać szczęśliwie, bez żadnych poważniejszych awarii. Był czas na zwiedzanie i cieszenie się każdą spędzoną tu chwilą, która trwała do czwartku (25 sierpień 2011). Bazylika Św. Piotra, długie chwile spędzone przy grobie papieża Jana Pawła II i plac wokół bazyliki, Koloseum, Forum Romanum, Schody Hiszpańskie, Katakumby i wiele innych niesamowitych miejsc, nocna przejażdżka najstarszą włoską ulicą Via Apia to tylko szczypta esencji, tego co nas spotkało. We Włoszech nocowaliśmy m.in. w parkach, na boisku piłkarskim, największym w Europie dworcu kolejowym Termini w Rzymie, a ostatnią noc spędziliśmy na lotnisku w Fiumicino koło Rzymu. Na trasie nie mogliśmy pozwolić sobie na spadek energii. Gotowaliśmy sobie ciepłe posiłki np. ryż z makrelą lub tuńczyk z puszki (w oleju lub pomidorach), makaron z kawałkami mięsa w sosie pomidorowym. Następnie piliśmy herbatkę bądź kawkę z mleczkiem, do tego drożdżówka lub ciasteczko. W marketach kupowaliśmy przede wszystkim wodę, pieczywo, makarony, sery, wędliny i owoce.

Piąta Wyprawa Rowerowa, przy stanie licznika 2100 km, trwająca 25 dni zakończyła się przylotem z Rzymu do Berlina. Z obszernymi sakwami wspomnień, planujemy coś na przyszły rok (Chorwacja lub Francja), teraz nie pozostaje nic innego jak odpoczywać. Adrian zaś chcę podzielić się z Państwem swoimi przeżyciami, wydając książkę, która ukaże się w listopadzie. Serdeczne podziękowania należą się naszym dobroczyńcom i sponsorom: Panu Franciszkowi Jamniuk właścicielowi Firmy PHU JAMNIUK i STAHL-MET, Dyrektorowi Banku GBS Barlinek Oddział w Słońsku Pani Małgorzacie Chuderskiej i Państwu Beacie i Dariuszowi Matkowskim. Na trasie podobnie jak w ubiegłych latach mieliśmy też swojego przewodnika duchowego w osobie księdza proboszcza Józefa Drozd z którym to byliśmy w stałym kontakcie.

Podróż w liczbach:

- na rowerach spędziliśmy 22 dni,

- w ciągu 121 godzin jazdy na rowerze pokonaliśmy 2100 km,

- najdłuższy dzienny etap to 134 km, najkrótszy to 78 km,

- średnia prędkość jazdy na trasie ok. 18 km/h,

- maksymalna prędkość w Alpach to 75 km/h,

- maksymalna prędkość w Apeninach to 70 km/h,

- dziennie średnio 6 godzin spędzonych na rowerze,

- rowery nasze wraz z sakwami ważyły po ok. 55 kg

Opis trasy

SŁOŃSK -

Pociągiem: RZEPIN - WROCŁAW

Rowerem: WROCŁAW - GRZMIĄCA (koło Wałbrzycha) -

polsko-czeskie przejście graniczne JANOVICKY - JAROMER (Czechy) - 

- HRADEC KRALOVE - PRAGA - TABOR - NOVA BYSTRICE -

czesko-austriackie przejście graniczne - HEIDENREICHSTEIN (Austria) - ZWETTL - 

SCHEIBBS - MARIAZELL - BRUCK AND DER MUR - LEOBEN - BAD ST. LEONARD -

WOLFSBERG - KLAGENFURT - VILLACH -

austriacko-włoskie przejście graniczne TARVISIO - SAN DANIELE DEL FRIULLI (Włochy) - MAJANO - WENECJA - RAVENNA - RIMINI - URBINO - GUBBIO - ASYŻ - SAN GEMINI - NARNI - RZYM


Samolotem: RZYM - BERLIN

Samochodem: BERLIN - SŁOŃSK

 

 

 

Mapa trasy

[ Zobacz szczegóły ]
Ogólna trasa wyprawy: Wrocław - Świdnica - Hradec Králové - Praga - Zwettl - Villach
Ładowanie ... loader
| + -

Polecane

jezyki-zantes