Jesteś tutaj:  CYKLOiD.plAfryka Zachodnia


Afryka Zachodnia

Data rozpoczęcia: 2007-11-20

Data zakończenia: 2008-03-20

Czas trwania : 122 dni

Autor wyprawy: Afrykadominika

Uczestnicy wyprawy:  Afrykadominika, Dominik Szmajda

RELACJA
Relacja

TRASA
Trasa

Logo

Relacja

Nigdy nie byłem wielkim fanatykiem roweru. Najpierw był pomysł na podróż, rower pojawił się później. O dalekiej i długiej podróży marzyłem od lat, a dokładnie od lat dziesięciu, kiedy to wróciłem z mojej pierwszej i tak naprawdę jedynej dalekiej włóczęgi. Zaraz po studiach, wspólnie z moim przyjacielem Mariuszem Grajewskim, pojechaliśmy drogą lądową do Indii. Był to typowy tramping z wszystkimi atrakcjami takich wyjazdów: wielka przygoda, doświadczanie egzotyki poznawanych kultur i docieranie do miejsc znanych wcześniej tylko z lektury przewodnika. Jednak najlepiej z tego wyjazdu wspominam liczne znajomości zawarte na trasie. Co ciekawe, spośród poznanych ludzi, najlepiej zapisali się w mojej pamięci ci podróżujący samotnie. Coś w tym jest, że jak się podróżuje samemu, to łapie się najlepszy kontakt z innymi i tak naprawdę samemu w podróży się tylko bywa. A jaka swoboda w decydowaniu! ...
[Czytaj więcej]

Opis wyprawy

Nigdy nie byłem wielkim fanatykiem roweru. Najpierw był pomysł na podróż, rower pojawił się później.

O dalekiej i długiej podróży marzyłem od lat, a dokładnie od lat dziesięciu, kiedy to wróciłem z mojej pierwszej i tak naprawdę jedynej dalekiej włóczęgi. Zaraz po studiach, wspólnie z moim przyjacielem Mariuszem Grajewskim, pojechaliśmy drogą lądową do Indii. Był to typowy tramping z wszystkimi atrakcjami takich wyjazdów: wielka przygoda, doświadczanie egzotyki poznawanych kultur i docieranie do miejsc znanych wcześniej tylko z lektury przewodnika. Jednak najlepiej z tego wyjazdu wspominam liczne znajomości zawarte na trasie. Co ciekawe, spośród poznanych ludzi, najlepiej zapisali się w mojej pamięci ci podróżujący samotnie. Coś w tym jest, że jak się podróżuje samemu, to łapie się najlepszy kontakt z innymi i tak naprawdę samemu w podróży się tylko bywa. A jaka swoboda w decydowaniu!

Przez wiele kolejnych lat wspominałem naszą wyprawę do Indii, marząc jednocześnie o kolejnej, podobnej eskapadzie. 2-3 tygodniowe wypady (Tajlandia, Kambodża, Kuba), na jakie pozwalała praca na etacie, tylko podsycały mój apetyt na naprawdę długą i ciekawą podróż. Musiało wiele rzeczy się pozmieniać w moim życiu, aby marzenie stało się realnym planem.

Wielką inspiracją, co do kierunku i formy mojego wyjazdu, miała praca nad pewną książką. W 2007 roku zacząłem pracować w rodzinnej firmie - wydawcy książki Rowerem i pieszo przez Czarny Ląd Kazimierza Nowaka. Zajmowałem się przygotowaniem fotografii i mapek do książki. Historia tego niezwykłego, przedwojennego podróżnika wciągnęła mnie ogromnie. Wcześniej Afryka nie pociągała mnie tak bardzo. Myślałem raczej o wyjeździe do Azji lub Ameryki Południowej. Jednak niezwykły, przejmujący wręcz sposób, w jaki Nowak opisywał Czarny Ląd, skutecznie podziałał na moją wyobraźnię. Zapragnąłem pojechać do Afryki. Rowerem!

Opis trasy

Postanowiłem pojechać do Afryki Zachodniej. Co prawda Kazimierz Nowak nie zawitał w te strony, ale mi ten wybór wydał się najbardziej odpowiedni: kraje nadzwyczaj ciekawe, a przy tym łatwość dotarcia z Europy, stosunkowo duże bezpieczeństwo no i powszechność języka francuskiego, w którym czuję się całkiem pewnie.

Spakowałem swojego dwukołowego rumaka w karton i poleciałem samolotem do Casablanki. Dopiero na tamtejszym lotnisku po raz pierwszy załadowałem na niego wszystkie sakwy wypełnione całym bagażem. Gdy wsiadłem na tak obładowany rower, odniosłem wrażenie, że ten za chwilę powygina się pod ciężarem, a moja podróż rowerem skończy się najdalej po kilkudziesięciu kilometrach. Potem, z tym większym uznaniem patrzyłem na mojego stalowego druha, gdy kolejne tysiące kilometrów pojawiały się na liczniku.

Jednak na początku czułem się bardzo niepewnie. Najpierw miałem do pokonania niemal całe wybrzeże atlantyckie Maroka, wraz z terytorium Sahary Zachodniej, czyli ponad 2000 km. Odcinek ten, choć ciekawy, traktowałem jednak tranzytowo. Zależało mi bowiem na tym, aby możliwie jak najszybciej dotrzeć do Mauretanii. Chciałem zdążyć dotrzeć tam przed harmatanem - wiatrem unoszącym mgłę lotnego piasku znad Sahary. Wiatr ten tłumi wszelkie kolory krajobrazu, nadając wszystkiemu beżowo-pomarańczową dominantę. A ja  bardzo liczyłem na zrobienie pięknych pocztówkowych zdjęć na Saharze w Mauretanii! Trzeba było się spieszyć...

 

Maroko: Rabat - Essaouira - Agadir - Sidi Ifni

Sahara Zachodnia: Tarfaya - Layoune - Dakhla

Mauretania: Nouadhibou - Choum - Atar - Chinguitti - Ouadane - Nouakchott - Ayoun

Mali: Bamako - Segou - Djenné - Mopti - Timbuktu - Gao - Hombori - Douentza - Bandiagara - Bamako

Mapa trasy

[ Zobacz szczegóły ]
Ogólna trasa wyprawy: Rabat - Agadir - Tarfaja - Nawazibu - Nawakszut - Bamako
Ładowanie ... loader
| + -

Polecane

jezyki-zantes