Ostrzeżenie

JUser::_load: Nie można załadować danych użytkownika o ID: 1677 JUser::_load: Nie można załadować danych użytkownika o ID: 1668
Wydrukuj tę stronę

Magiczne Zakarpacie - Połonina Runa (Równa)

Autor  | 16-styczeń-2014 | Odsłony 3296
Oceń ten artykuł
(2 głosów)

No i pojechałam na  Zakarpacie. Było piękniej niż mogłabym sobie wymarzyć. Tamtejsze góry wyjątkowo celnie trafiają w moje estetyczne "klimaty" przyrodnicze i widokowe. Nie przesadzę, jeśli napiszę, że najzwyczajniej zakochałam się w ukraińskich Bieszczadach i była to miłość od pierwszego wejrzenia. Spełniłam jedno ze swoich marzeń. Skąd takie marzenie? Kiedyś pracowałam w Bieszczadach, w Wołosatem i spacery na Rozsypaniec były na porządku dziennym. Wolne w pracy godziny spędzałam na Rozsypańcu i podziwiałam rozległy widok na zagranicę. Na Ukrainę. Już na pierwszy rzut oka widać było, że tam jest inaczej, ładniej... i zamarzyłam, żeby tam być.

Na pierwszy ogień poszła Połonina Równa, to z kolei było marzenie Sita. Z tego co wiem połonina ta znana jest głównie motocyklistom. Dowiedziałam się o niej od Sita. Było cudnie,dzięki Situ!

Żeby każdy wiedział, co to za góra kilka mądrych zdań: Połonina Równa (niekiedy także Połonina Runa; ukr. Полонина Рівна – Połonyna Riwna) – pasmo górskie na ukraińskim Zakarpciu. Należy do Beskidów Połonińskich w łańcuchu Zewnętrznych Karpat Wschodnich. Geografowie ukraińscy zaliczają Połoninę Równą do Bieszczadów Wschodnich.

O połoninie Runie wiedziałam tyle, że na sam szczyt prowadzi droga, że jest tam zabójczo pięknie i że Situ bardzo chce tam być. Oglądałam filmy podsyłane przez Sita, kilometry płyt betonowych pokonywane przez kolejnych motocyklistów.

Start na Połoninę mieliśmy ułatwiony o tyle, że spaliśmy u starszej pani - Leny (całkiem osobna zadziwiająca historia) w wiosce Turiczki. Stąd już tylko chwila i jesteśmy na jedynej słusznej drodze: najpierw do Lipowca, ostatniej osady na szlaku, a potem już tylko w górę, w górę, w górę... na Połoninę.

Najpierw zaopatrzenie w płyny w ostatnim sklepie na szlaku w Turiczkach, bo upał ze 35 stopni.

1

Z Turiczek trzeba dostać się do Lipowca, na mapie droga oznaczona jest kolorem białym, u nas to oznacza asfalt, na Zakarpaciu cholera wie co. Nauczeni doświadczeniem dnia poprzedniego, wiemy, że można spodziewać się tu raczej szutrów nieznanej jakości. Do Lipowca jest 7 kilometrów, najpierw kawałek dziurawego jak sito asfaltu, potem szutry. Droga prowadzi lasem, częściowo wzdłuż potoku.

2

Wyjeżdżamy z lasu, wyłania się widok na połoniny. Lipowiec tuz, tuż...

3

Lipowiec. Ostatnia osada na szlaku. Kilkanaście domów, kościół, nieczynny sklep.

4

Ruszamy na szlak. Początek drogi z betonowych płyt zwanej betonką. Podłoże idealne, teraz będziemy walczyć już tylko z wysokością i z własnym organizmem.

5

 

Wyjeżdżamy z Lipowca, rozpoczynamy wspinaczkę drogą z betonowych płyt.

7

Stały element krajobrazu – wszędobylskie ciężarówki: kamazy, uazy, gazy. Bez nich tutejszy świat przestałby istnieć. Są potrzebne do wszystkiego, przewożą ludzi, drewno,cegły, siano, zwierzęta. Pod tą foliową plandeką jedzie ze 20 osób, to jagodziarze zwożeni z połonin po 10 godzinach pracy. Wyjeżdżają na połoniny o 3 w nocy. Przy wjeździe muszą zapłacić milicji łapówkę, żeby ich puścili. Stawka 50 hrywien od ciężarówki. Co rano na górę wyjeżdża około 30 ciężarówek.

6

Opuszczamy Lipowiec, teraz przed nami już tylko rowerowa wspinaczka w upale. W górę, w górę... w słońcu... po płytach... zakręt za zakrętem... ale widoki boskie:)

11

 

8

Wjeżdżaliśmy na połoninę około godziny 13-tej. Najgorszy czas na podjazd o tej porze roku, przy zbiorach jagód. Właśnie o tej godzinie samochody zwożą jagodziarzy z połonin. Ciężarówka za ciężarówką, nie ma jak minąć się na drodze, trzeba uciekać z drogi w krzaki. Dla rowerzystów to zabójstwo, jest ciężko, gorąco, a tu jeszcze to totalne wybicie z rytmu. Trzeba zeskoczyć z roweru, wleźć w krzaki, przeczekać, wsiąść na rower i od nowa wypracować rytm, może na kilka minut, bo za chwilę następny moloch pędzi z góry. Zabójcza masakra dla nóg.

9

Na dodatek męczący podjazd odbywa się w rytmie rowerowych kół tłukących się po betonce... bum, bum.... bum, bum.... bum, bum.... bardzo, bardzo monotonne, przy tym wielkim zmęczeniu robi się cholernie nużące. Zaczęłam sobie śpiewać, żeby mnie to bum, bum, nie znużyło do końca;)

Nagrodę za te męczarnie dostaje się przy przekroczeniu linii lasu. Widoki warte tej męki podjazdu. To jest nagroda za brak tchu, bolące nogi i pot lejący się po tyłku.

22

Szczyt już bliziutko, ostatnie rowerowe wysiłki. jeszcze kilkanaście obrotów pedałami, jeszcze kilkanaście płytkich oddechów...

103

I wreszcie jest !!!! Połonina zdobyta!!! Jest przecudownie!! O zmęczeniu zapominamy w ułamku sekundy. Jest BOSKO!!! Kocham Bieszczady bezwarunkowo, tylko dlatego że są. Taki widok to miód na serce, totalna radocha. Mam to, co kocham najbardziej: Błękitne niebo, Bieszczady i rower. Czego chcieć więcej? No... może zimnego piwka;)

33

Ruiny bazy wojskowej. To o nich opowiadał nam Miron, syn Leny, u której spaliśmy w Turiczkach, pracował w tej bazie. Opowiadał, że baza została "wkopana" w ziemię, ze względu na pensje żołnierzy. Płaca dla wojskowych w warunkach górskich uzależniona była w ZSRR od położenia bazy wojskowej nad poziomem morza. Na Połoninie Runa było 3 metry za dużo, więc, żeby żołnierzom płacić mniej obniżono położenie tutejszej bazy o 3 metry przez wkopanie jej w ziemię. Może to prawda, może nie, myślę, że w ZSRR wszystko było możliwe. nie tylko Polacy są pomysłowi.

44

No i jest. Szczyt. Połonina Runa. Krzyż postawiony dla jakiegoś zamordowanego leśnika, nie dowiedziałam się szczegółów, czy dokładnie w tym miejscu go ubili, czy gdzie indziej, ani kiedy to było. Popytam następnym razem. Po pierwszych zachwytach pięknem Bieszczadów ubieramy się, jest cholernie zimno. Wieje północny baaardzo zimny i silny wiatr.

55

Radość na szczycie ogromna, po pierwsze, że wjechaliśmy, po drugie, ze jest taka cudowna pogoda, po trzecie, że mamy przed sobą przecudne widoki. I że tu w ogóle jesteśmy!!! W tej radości usłyszeliśmy dźwięk jedyny w swoim rodzaju. Cudowny i nieporównywalny z niczym innym. Motocykl!!

88

 

66

Jeszcze chwila na szczycie. pamiątkowe zdjęcie i uciekamy, mnie przyznam się szczerze, było zimno. Situ chciał jeszcze zostać. Situ sorry!! Następnym razem zabiorę cieplejsze ciuchy. Ech... Żal wracać... Tu jest tak pięknie... jednak zawsze nadchodzi czas pożegnań..

99

Teraz już tylko w dół...

100

Zjazd to zupełnie osobna historia. Dla mnie przynajmniej. Situ pomknął w dół jak błyskawica. Ja ze zjazdami w terenie nie radzę sobie najlepiej. Wolę podjeżdżać, bo to lubię, a zjeżdżanie... no cóż, po prostu następstwo wjazdu. No to zjeżdżamy.... dopiero teraz przekonuję się jakie strome podjazdy pokonaliśmy! Kiedy podjeżdżałam, byłam skupiona na pokonywaniu góry, bólu mięśni, na utrzymywaniu rytmu. Nie zdawałam sobie sprawy jakie nachylenia pokonujemy! Szczerze przyznam, że jestem z nas dumna!! Situ daliśmy czadu!!

Byliśmy tak zmęczeni  i pełni wrażeń, że już o 20-tej grzecznie spaliśmy.

I to by było na tyle Połoniny Runy. Miejsce absolutnie magiczne, jak całe Zakarpacie. Wiedziałam o tym od dawna, od momentu kiedy 20 lat temu z bieszczadzkiego Rozsypańca popatrzyłam na ukraińskie Bieszczady. To był początek Zakarpackich przygód... potem było już tylko trudniej... tylko, że to już całkiem inna historia.

aleszprycha.pl

Kocham jeździć na rowerze :)

Strona: www.aleszprycha.pl/

Artykuły powiązane