budzi
Fresh Boarder
Posts: 2
|
|
Tybet - pozwolenia 1 Year, 10 Months ago
|
Karma: 0
|
|
Witam serdecznie,
Mam pytanie do osób, które ćwiczyły temat,a wiem, że jest u nas w kraju klika takowych: tak ogólnie: Jak rowerem po Tybecie? A bardziej szczegółowo: którędy najlepiej wjechać? Myślałem o samolocie do Lhasy (cena z Polski dość humanitarna i można zabrać 30 kg bagażu), ale podobno mogą nie wpuścić do niego na lotnisku w Pekinie, jeśli nie posiada się stosownych permitów (których zdobycie graniczy z cudem). Druga opcja jaka się pojawiła to lot do Czengdu (po lekturze TibetOverBike 2007) i stamtąd kilkusetkilometrowa "dojazdówka" do granicy Tybetu?no i jeszcze jaskieś 1300 km do Lhasy?:((( Trzecia opcja to lot do Kathandu i przez Kodari wjazd do Chin?- tu pytanie czy wpuszczą na granicy jeśli nie posiada się papierów?? Tu pewnie mógłby się wypowiedzieć Piotrek Strzeżysz, jako ekspert od samotnego podróżowania po tej części naszej planety. Ostatnio czytałem tez relację Małgorzaty Manieckiej sprzed 3 lat, i wspomina ona o kontrolach w obiektach turystycznych, gdzie sprawdzano turystom pozwolenia (oczywiście Ona takowego nie posiadała, ale kosztowało to trochę stresu i kilkadziesiąt Y)
Plan mam dość ambitny (i zapewne zostanie zweryfikowany-jak to z planami bywa;)), ale chciałbym dotrzeć pod górę Kailash a wcześniej odwiedzić bazę pod Everestem i byc może objechać Tybet dookoła, więc zapewne pojawi się jeszcze tysiąc pytań z mojej strony-ale na dzisiaj będzie dość- jak już będę miał plan wjazdu do Tybetu, to będę drążył dalej;)
Pozdrawiam i zmykam malować jajka (kurzęce - nie swoje;))
|
|
|
|
Last Edit: 2010/04/09 11:57 By cezar.Reason: doprecyzowanie tematu
|
|
|
|
O:Tybet - pozwolenia 1 Year, 10 Months ago
|
Karma: 2
|
Witam po świętach
budzi napisał:
Mam pytanie do osób, które ćwiczyły temat[?] którędy najlepiej wjechać? Myślałem o samolocie do Lhasy (cena z Polski dość humanitarna i można zabrać 30 kg bagażu), ale podobno mogą nie wpuścić do niego na lotnisku w Pekinie, jeśli nie posiada się stosownych permitów (których zdobycie graniczy z cudem).
Dostać się do Tybetu można kilkoma drogami, w tym również drogą powietrzną. Którą z nich wybrać? Wydaje mi się, że zależy od tego co chcesz zobaczyć w Tybecie, jaką trasę chcesz przejechać. Na każdej z dróg będziesz miał do pokonania granicę ATR'u na której ktoś stacjonuje, najczęściej jest to urzędnik + wojskowi i policja. O kontrolę w takich okolicznościach nietrudno.
Przypuszczam (ponieważ sam dostałem się do Tybetu w inny sposób) że najłatwiej dostać się do Tybetu przez Lhasę, czyli koleją lub samolotem. Z tego co słyszałem (bezpośrednio od spotkanych w Lhasie Polaków) potrzebowali oni pozwoleń aby kupić bilet na pociąg. Aby zagmatwać jeszcze sprawę pozwoleń dodam, że nie mogli oni otrzymać pozwoleń bez wystawionego biletu kolejowego. Z patowej sytuacji wybawiła ich pewna agencja turystyczna, która zainkasowała pieniądze za pozwolenia i kupiła im bilety - ciekawe jest to, że samych pozwoleń nie wiedzieli oni na oczy i nikt o nie nie pytał w dordze do Lhasy i na miejscu.
Wśród tebetańskich turystów krąży opinia, że jak już jesteś w Lhasie, to wyjeżdżając z Tybetu nikt już nie będzie Cię pytał o żadne pozwolenia.
Nie jest to niestety prawdą - my zostaliśmy zatrzymani przez policję, jakieś 150km od Lhasy i na nic się zadały tłumaczenia, że w Lhasie pozwolenia nie były potrzebne. Po prawdzie my dopiero do Lhasy zmierzaliśmy, ale to akurat drobiazg.
Tybet usiany jest punktami kontrolnymi na drogach, najczęściej na wlotach do miasteczek. To czy szlaban jest opuszczony i czy są tam kontrole, zależy od bardzo wielu zmiennych czynników. Czasem łatwiej jest wynegocjować dobrą cenę za brak pozwolenia, niż załatwić je drogą oficjalną. Niejasna sprawa pozwoleń w Tybecie, to bardzo dobry biznes - dla wszystkich.
Czy pozwolenia (permity) są rzeczywiście konieczne?
Odpowiem na to w ten sposób: Dopóki ktoś cię o nie nie poprosi, to nie musisz mieć.
Z pewnością, gdy napiszesz do jakiejś agencji turystycznej w sprawie pozwoleń to na 100% otrzymasz odpowiedź, że pozwolenie jest niezbędne i kosztuje xxx yuanów. Czasami może się zdarzyć, że otrzymasz odpowiedź odmowną z uzasadnieniem, że pewien region jest zamknięty dla turystów indywidualnych i nie mogą oni wystawić (sprzedać) pozwolenia. Tak było w przypadku pozwoleń na wschodni Tybet załatwianych przez nas już na miejscu w Chengdu. Ostatecznie zrezygnowaliśmy z posiadania pozwoleń i do Tybetu wybraliśmy się bez nich.
Ostatnio czytałem tez relację Małgorzaty Manieckiej sprzed 3 lat, i wspomina ona o kontrolach w obiektach turystycznych, gdzie sprawdzano turystom pozwolenia (oczywiście Ona takowego nie posiadała, ale kosztowało to trochę stresu i kilkadziesiąt Y)
Mogę to potwierdzić, jeśli chodzi o wschodni Tybet. Wszyscy podróżujący indywidualnie i bez pozwoleń unikali hoteli. Powód był dokładnie taki jak ten o którym piszesz.
Powyższą regułę złamaliśmy tylko raz w drodze do Lhasy, ale na nocleg wybraliśmy bardzo mały hotel odwiedzany przez tybetańskich pielgrzymów. W hotelu tym nikt nie prosił nas o paszport, ani o żadne dane personalne - w innych hotelach natychmiast, żądano od nas paszportów, co wzbudzało pewne podejrzenia o sprawę pozwoleń.
Tybet nie jest jednorodny, więc problem pozwoleń jest zależny od regionu, zależeć też będzie od poziomu zaognienia różnych konfliktów wewnątrz Chin.
Uzupełnienie
Uzupełnieniem tematu może być odpowiedź na inny post na tym forum:
Few words about the expedition (w j.ang.)
|
|
|
|
Last Edit: 2010/04/09 12:03 By cezar.
|
|
|
|
O:Tybet - pozwolenia 1 Year, 9 Months ago
|
Karma: 0
|
|
Witaj Budzi.
Daleki jestem od postrzegania siebie jako "eksperta" od podróżowania rowerem po Tybecie, niemniej jednak, chciałbym podzielić się własnymi spostrzeżeniami i przedstawić opinie spotkanych po drodze innych rowerzystów.
Do Tybetu za każdym razem dostałem się od strony północnej, która uchodziła jeszcze kilka lat temu za "najpewniejszą". W roku 2006 jechałem od strony północnej z Golmud. Do samego Golmud dojechałem na raty: Z Pekinu pociągiem do Lanzhou, potem autobusem do Xinning, potem jeszcze jednym autobusem (nocnym) do Golmud. Rower w Pekinie nadałem jako bagaż, do Lanzhou dojechał bez problemu. W autobusach trzeba było dać w łapę kierowcom, aby zabrali rowery.
Co do kupna biletu w Golmud, musiałem dopłacić równowartość około 500 zł za tzw. pozwolenie, aby kupić bilet, nie mam pojęcia, jak to wygląda teraz, po czterech latach. Bilet wystawiało biuro podróży, samego "pozwolenia" nie widziałem na oczy i oczywiście, nikt o niego nie pytał po przyjeździe do Lhasy. Jest jeszcze drugi rodzaj pozwolenia (na podróż PO Tybecie), ale o tym poniżej.
Można jechać pociągiem prosto z Pekinu do Lhasy, ale w 2006 roku nie mogłem wsiąść do niego z rowerem, bo nie miał wagonu bagażowego (to było już podczas powrotu - na trasie Lhasa-Pekin)
W roku 2007 jechałem z Chongquing pociągiem przez Chengdu. Bilet na dworcu kupiła mi znajoma Chinka. Kiedy sam próbowałem kupić go kupić, wysyłali mnie do biura podróży i mówili, że obcokrajowcom nie sprzedają na dworcu biletów do Tybetu.
Z biletem w ręku bez problemu dostałem się na dworzec i do pociągu - nikt nie pytał o pozwolenie ani w pociągu, ani tym bardziej na miejscu.
W Lhasie próbowałem kupić pozwolenie na podróż po Tybecie, ale w biurach podróży nalegali na kupno miejsca w wycieczce zorganizowanej, a w biurze PSB (Biuro Bezpieczeństwa Publicznego) tłumaczyli, że nie wydają pozwoleń indywidualnym turystom.
Pozwolenie kupiłem w Shigatze, ale po drodze nikt go nie sprawdzał, a mijałem kilka posterunków, sprawdzali tylko wizę. Zresztą, to pozwolenie było ważne na siedem dni, a w siedem dni z Shigatze całego Tybetu się nie przejedzie:)
Jeśli chodzi o podróżowanie od strony wschodniej spotkałem kilku rowerzystów, którzy dojechali bez żadnych kontroli, ale, podobnie jak to pisał Cezar, unikali hoteli w dużych miastach.
Od strony Nepalu przez Kodari wyglądało to gorzej. Spotkałem jednego Niemca i parę holenderską, którzy w Kathmandu wykupili udział w wycieczce (mieli więc stosowne pozwolenia) i jeepem z rowerami w bagażniku jechali do Lhasy. Po przekroczeniu granicy wysiedli z samochodu i jechali już dalej na rowerach. Na posterunkach sprawdzali im tylko paszporty i wizy. W planie mieli powrót z Lhasy samolotem.
Pamiętać należy, że to był rok 2006, nie wiem, jak wygląda sytuacja teraz, szczególnie po wiosennych zamieszkach z 2008 roku.
Z zachodu do Lhasy udało się dojechać Asi Mostowskiej, ale miała trochę nieprzyjemności związanych z brakiem pozwolenia, najlepiej skontaktować się z nią bezpośrednio. Kontakt do niej można zguglować,
Podsumowując - opcji jest wiele, każda wiąże się z jakimś ryzykiem, że coś się nie uda, ale w tym cały "fun" - jedź i sam się przekonaj. Sam jestem ciekawy, jak to teraz wygląda. I dużo się uśmiechaj:)
Pozdrawiam
Piotr
|
|
|
|
|
budzi
Fresh Boarder
Posts: 2
|
|
O:Tybet - pozwolenia 1 Year, 9 Months ago
|
Karma: 0
|
|
Dzięki Chłopaki za wieści wszelakie - po przeczytaniu Waszych postów i pogrzebaniu w świętym intrenecie wniosek jest jeden: jechać i przekonac się na własnej... skórze;) I tutaj następuje to czego się obawiałem: może mnie to przerosnąć finansowo- obawiam się,że dość poważną część wydatków mogą stanowić łapówki i inne fikcyjne pozwolenia a spogladając na stan mojego budżetu stwierdzam, że Tybet będę musiał przełożyć na następny rok i wcześniej zacząć przygotowania finansowe...- smutne to i sam jestem na siebie wkurzony, czy może na koniunkturę na rynku robót wysokościowych, ale w oststnim tygodniu powziąłem decyzję o wprowadzeniu w życie planu B. Końcem czerwca będę chciał uderzyć do Indii i zrobić pentlę ze Chandigaru przez Shimlę, Srinagar, Kargil, Leh, Khardung La, dol. Nubry, Sarchu i Manali spowrotem do Chandigar. Logistycznie i finansowo jest to znacznie prostsze przedsięwzięcie a krajobrazowo, kulturowo, wysokościowo porównywalne. Da mi poza tym rozeznanie jak mi będzie się sprawował organizm podaczas dłuższego pobytu na dużej wysokości, bo moje dotychczasowe doświadczenie to tylko trekking do Everest BC i Karakorum Highway rowerkiem, więc szału nie ma. Obecnie przed oczami mam relację Ani i Robba z Rowertouru a w głowie widok dwóch Holenderek na rowerach, spotkanych 2 lata temu w drodze między Leh a Manali;)
Na pewno będę się jeszcze zwracał do Was z pytaniami jeśli można- chyba, że ktoś chce się przyłączyc do wyjazdu;)
Pozdrawiam
Tomek
|
|
|
|
|
|