
Delhi
11 listopada :: Delhi, Indie
Od kilkunastu godzin jestem w Indiach. Podróż minęła bardzo dobrze. Ale o samej podróży napiszę jutro. Dziś jestem już trochę zmęczony. Pierwszym moim spostrzeżeniem po kilkugodzinnej wedrówce po Delhi jest : Indie jak i samo Delhi zmieniają się dość szybko i to chyba na lepsze, ale czy przez to nie stracą swego uroku?
Pierwszą korzystną zmianą w dziedzinie telekomunikacji jest to, że w hotelu w którym mieszkam w restauracyjce można po kablu podłączyć się do internetu jeśli ma się jakiś laptop czy netbook jak to jest w moim przypadku.
14 godzin snu…
12 listopada :: Delhi, Indie
Jestem już drugi dzień w Delhi. Dziś zaszalałem i pospałem sobie całkiem nieźle - 14 godzin (od 1 w nocy do prawie 15-tej po południu czasu miejscowego). Napisze pokrótce jak dostalem się do Delhi. Jak zwykle bywa z moimi wyjazdami kilka razy przekładałem datę wylotu. Ostatecznie padło na 10 listopada (powrót 7 grudnia). Były problemy z wysyłką roweru, Rosjanie chcieli za 1 kg nadbagazu 176 zł czyli za cały mój nadbagaż musiałbym zaplacić ze 4-5 tyś zł. Postanowiłem rower wysłać osobno, jako Cargo. W piątek wysłałem kurierem rower do W-wy. Ostatnie dni poświecilem na pakowanie i porzadkowanie. W nocy z niedzieli na poniedziałem spałem 2 godziny, przed wylotem jedną i dwie podczas lotu. Tak więc w przeciagu 3 nocy spałem aż 5 godzin!! Nic dziwnego, że teraz odsypiam. A pogoda temu służy gdyż dziś w Delhi jest naprawdę chłodno - jakieś 23 stopnie i pada lekki deszczyk. Nawet kurtki na targu mają duże wzięcie.

Do Delhi leciałem AEROFLOTEM (rosyjskie linie). Z Warszawy miałem wylecieć o 11:20 ale lot opóźniony był z powodu mgły aż o 3 godziny, ale nie przejąłem się tym za bardzo bo w Moskwie miałem czekać aż 6 godzin. Na Okęciu poznałem sympatycznego pana ze Zduńskiej Woli co to leciał na jakąś konferencję naukową odnośnie pryszczycy u zwierzat i wdaliśmy się w gatkę, tak więc czas szybko upłynął. Po raz pierwszy z odprawą nie miałem problemów gdyż nie miałem nadbagażu. Lot też upłynął mile i przyjemnie. Po dotarciu do Moskwy Rosjanie postarali się o zapełnienie wolnego czasu - godzinę trzeba było stać w kolejce aby wejść na terminal.
Lot do Delhi też minął szybko i bezproblemowo. Po wylądowaniu w Delhi znowu były kolejki do odprawy. Obsługa lotniska chodziła w maskach, pasażerów skanowali kamerą termowizyjną - trochę to groźnie wyglądało…Po odebraniu bagażu Tuk-Tukiem pojechałem na Paharganj (8$) i zakwaterowałem się w hotelu Ajay (15$ noc, w pokoju działająca klima, tv, generalnie niezły standart). Po wypakowaniu się zrobiłem sobie małą drzemkę a później poszedłem do biura Sajada (Sajada nie spotkałem bo jest aktualnie w Jaipurze). Pogadaliśmy trochę z jego ludźmi, pokazałem im zdjęcia z wypraw, z Polski.
Z dużym zainteresowaniem oglądali zdjęcia i filmiki z treningów judo. Szczególnie spodobała im sie Izka (taka mała blondyneczka co to mnie rzucała, jakieś 70 kg lżejsza ode mnie). Stwierdzili, że warto by taką żone mieć (przy tak silnej żonie to można nie pracować, żona zarobi na utrzymanie rodziny). Tak więc Izka przyjeżdaj do Indii - powodzenie masz pewne!!! Dzisiejszy dzień minął podobnie jak wczorajszy z tą różnicą, że wiecej spałem.po raz pierwszy jechałem metrem (nadziemnym).Tak naprawdę od jutra rozpocznie sie wyprawa na dobre. Z rana udaję sie na lotnisko po odbiór roweru (mam nadzieję, że już dotrze i że nie ucierpiał w transporcie). Zmienię też hotel na bliższy okolicy biura Sajada (tu jest OK ale mieszkam na 3 piętrze i są strasznie strome i wąskie schody). Wniesienie pudła z rowerem byłoby nielada wyczynem.
piątek 13-tego…
13 listopada :: Delhi, Indie
Dziś mamy 13-ego i to w dodatku piątek. Nie jestem przesądny ale po tym dniu kto wie… Już po północy zaczęły się problemy, wyłączyli prąd, co akurat dla mnie wielkim problemem nie było (nie boję sie spać po ciemku) ale problemem stał się agregat prądotwórczy co to pod moimi oknami zaczął pracować. Wydawało mi się, że jakiś traktor pod oknami warkocze, nie szło zasnąć, tym bardziej, że w ciągu ostatniej doby przespałem 16 godzin. W efekcie obejrzałem sobie jakiś filmik, kilkadziesiąt razy zmieniłem pozycje na łóżku i dopiero około 6 rano usnąłem. Obudziłem się koło jedenastej (za późno aby zmienić hotel), wiec po porannej toalecie udałem się do zaprzyjaźnionego biura.

Dodzwoniliśmy się na lotnisko i dowiedziałem sie, że rower już dotarł. Zaraz taksówką pojechaliśmy po rower. Z odnalezieniem właściwego miejsca były już problemy, trzeba było ze 3 razy dzwonić po dodatkowe informacje i wskazówki. W końcu znaleźliśmy właściwy wjazd. Gdy tylko wysiadłem z samochodu zaczęły się problemy a to przez zawieszony na klacie dość pokaźnych rozmiarów aparat. Po wielu burzliwych dyskusjach mundurowi zgodzili się nas wpuścić pod warunkiem, że aparat zostanie u nich. Oczywiście nie otrzymałem żadnego pokwitowania i co ciekawe mój kierowca musiał jeszcze zostawić swój dowód. Ciekawe co by było, gdybym im pokazał co mam w plecaku: 2 aparaty, 5 obiektywów, lampa, netbook, dyski, karty, komórki, GPS… - gdyby to zobaczyli chyba by mnie zamknęli. Po wjechaniu na parking zaczęliśmy szukać właściwego biura. Zwiedziliśmy prawie całą okolicę. Każda napotkana osoba mówiła co innego. W końcu spotkaliśmy jakiegoś mądrze wyglądającego gościa z Lufthansy, który nam pomógł odszukać biuro austryjackich linii lotniczych - i tu miła niespodzianka: moje papiery już były naszykowane, zapłaciłem 300 rupii (1$=46 rupii) i już mogłem odbierać rower, tylko znowu gdzie? Znowu trochę sobie pozwiedzaliśmy terminal Cargo i w końcu udało się nam dotrzeć we właściwe miejsce. Tu kazano mi zostawić plecak, oraz pójść do kilku kolejnych biur aby w końcu dowiedzieć się, że dziś jest już za późno aby odebrać paczkę, bo dziś jest piątek i weekend się już zbliża…. Jak ja uwielbiam tą hinduską biurokracje…
Rower bedę mógł odebrać w poniedziałek rano. Mam więc dodatkowe 2 dni na zwiedzanie Delhi, szkoda że bez roweru…
Skoro nie odebrałem roweru to postanowiłem pojeździć chociaż rikszą, tak cobym nie wyszedł z wprawy w jeździe na rowerze. Muszę przyznać, że jazda rikszą nie jest wcale taka prosta jakby się to mogło wydawać. Jeździ się ciężko podobnie jak i manewruje tym pojazdem.
Jutro udaje się więc na zwiedzanie stolicy Indii, jest jeszcze sporo miejsc gdzie nie dane było mi być. Pogoda nadal jest jak na Indie kiepska, dość chłodno i pochmurnie. Jeszcze nie dane mi było ujrzeć tutaj słońca.
Napiszę jeszcze co nieco o metrze. W większości linie metra przebiegają nad ziemią. Metro jest intensywnie rozbudowywane. Przy wejściu do metra przechodzi się kontrolę podobną jak na lotnisku: przechodzi się przez bramkę a bagaż także osobno jest prześwietlany. Pewnie już domyślacie się, że gdy ja przechodzę kontrolę to zapalają się chyba wszystkie możliwe alarmy i kontrolki, mimo tego dziś dopiero po raz pierwszy miałem dokładną kontrolę bagażu. Zamiast biletów są takie żetony (tokeny jak oni je nazywają) i trzeba je okazać przy wejściu a także przy wyjściu, gdzie są zwracane.
Jutro powinien być ciekawszy dzień i mam nadzieję, że będą fajniejsze zdjęcia, może wreszcie pojawi się słońce…
Mam nadzieje ze teraz uda mi się wyslać tego maila, robię już 7-dme podejście z 3-go kompa. A już zaczałem zmieniać zdanie o Indiach…
znowu brano mnie za Rosjanina…
14 listopada :: Delhi, Indie
Dziś mija już czwarty dzień mojej wyprawy jak na razie niewiele z rowerową wspólnego majacej. Dziś wstałem sobie koło 11-ej czasu miejscowego i odbyłem małę przejażdzkę po Delhi. Tuk-tukiem (motoriksza) pojechałem zobaczyć Qutab Minar, taką wysoką na 72 metry wieżę. Z racji dużych kolejek odpuściłem sobie (na razie) zwiedzenie tego obiektu a wybrałem się zobaczyć Świątynię Lotosu. Po drodze odwiedziliśmy dwa sklepy (tak się umówiłem z rikszarzem, wtedy mniej zapłaciłem za podwózkę). W sklepach tych pamiatek było co niemiara, niektóre bardzo fajne i ładne rzeczy (niekoniecznie tanie), jednak uwagę moją zwróciłoy 2 lampy naftowe. Jedna trochę fajniejsza kosztowała ok 700$ za to druga trochę ponad setkę. Były to pierwsze lampy jakie spotkalem w Indiach. Szczerze powiedziawszy myślałem, że lampy naftowe są tu bardziej powszechne. Oczywiście zrobiłem im trochę zdjęć.
Następnie zwiedziłem świątynię lotosu - bardzo fajne miejsce. Tu trochę zaszalałem - zrobiłem ze 100 zdjęć świątyni. Było co fotografować, tym bardziej, że wreszcie pojawiło się słońce i fajne niebo. Co ciekawe wiele osób robiło mi zdjęcia lub chciało sobie zrobić ze mną zdjęcie.znowu brano mnie za Rosjanina…

Jak na razie prawie w ogóle nie ma wiatru i latawca nie używałem, zresztą w Delhi nie ma za dużo odpowiednich miejsc do tego typu zabawy.
Podczas ostaniej relacji dużym powodzeniem cieszył się konkurs wagowy, myślę że i tym razem coś podobnego zorganizuje, może nawet nie jeden a 3 konkursy. Dziś ogłaszam pierwszy konkurs (oczywiście nagrodą będzie jakiś drobny souvenir z Indii).
Pytanie konkursowe: Ile zdjęć zrobię podczas tej wyprawy?
Podpowiedzi będą zawarte w mailach. Dodam jeszcze dla ułatwienia, że podczas dwóch ostatnich wypraw po Indiach i Nepalu robiłem ok. 5-6 tyś zdjęć. Teraz będę o tydzień krócej ale zamierzam robić trochę poklatkowych zdjęć. Dziś np zrobiłem 160 zdjęć a łącznie mam zrobionych 310 zdjęć (mało).Plany na jutro: od samego rana zwiedzanie i fotografowanie Delhi, tak więc jutro możecie spodziewać się sporej ilości nowych zdjęć.
wybierz kolor czerwony…
15 listopada :: Delhi, Indie
Dziś znowu trochę poszwędałem się po Delhi. Odwiedziłem India Gate, siedzibę Parlamentu, Pałac Prezydencki i kilka pomniejszych aczkolwiek ciekawych budowli. Jako środek lokomocji wybrałem Tuk Tuka i dzięki temu zwiedziłem także kilka kolejnych sklepów, a tam odnalazłem kolejne lampy naftowe. Jak się zacznie szukać to się i zaczyna znajdować ciekawe egzemplarze, u nas raczej niespotykane.
Jazda Tuk Tukiem ma i swoje minusy, na każdym skrzyżowaniu oblepia człowieka chmara dzieci pokazujących różne fikołki (na judo nie takie rzaczy robimy…), ludzie chcą człowiekowi sprzedać różne rzeczy i oczywiście jest też spora grupa żebraków, którzy tylko wyciągają ręce. Z czasem człowiek przywyka do tego i uodparnia się na tą biedę, na tych żebraków.
W jednym ze sklepów uparli sie, że mi uszyją garnitur a nawet dwa, już mi nawet wybrali materiał w którym ma być mi do twarzy. Dużo trudu kosztowało mnie wymiganie się od tego (a w którym kolorze jest mi lepiej - załączam zdjęcie). Przekonałem ich w końcu tym, że jutro wyruszam na 3 tygodniową wyprawę rowerową podczas której bardzo schudnę i jeśliby uszyli teraz mi garnitur to po powrocie byłby niedobry.
I tu mam dla Was drugi konkurs:
Pytanie konkursowe: Ile schudnę (chyba, że ktoś uważa że na tym ryżu i warzywach można przytyć) podczas całej wyprawy?
Proszę podawać wyniki z dokładnością 0,1 kg. Skoro jesteśmy przy mojej wadze to założyłem dziś specjalną koszulkę, kto wie jak długo jeszcze będzie aktualny na niej napis.
Co ciekawe chłopaki z biura zauważyli, że przytylem od ostatniego pobytu w Delhi. Jak widać też lubią Polaków.

I jeszcze jedna ciekawostka: wczoraj przyczepił się do mnie jakiś guru, wróżbita i bardzo chciał mi wróżyć, pogadać ze mną. Pogadać zawsze można pomyslałem. Pierwszą rzeczą którą mi ten mędrzec powiedział, to to że za dużo spraw zajmuje mój umysł (no tu się akurat zgadzam z gościem). Później zaczął mi mówić o jakiś dwóch kobietach które albo myślą o mnie albo ja o nich (tu gościowi nie wiedziałem o co chodzi). Następnie kazał mi położyć jakąś kasę (położyłem 100 rupi), coś nabazgrał na papierku i kazał mi ten papierek zgnieść. Poźniej pogadaliśmy trochę o moich podróżach i w końcu kazał powiedzieć jaki kolor lubię: wybrałem czerwony i wtedy kazał mi odwinąć kartkę i rzeczywiście był tam napis red/czerwony (tu można tak pokierować rozmową abym takiego wybory dokonał). Później kazał mi położyć więcej pieniędzy ( i to tak znacznie więcej) to mi dużo rzeczy o mnie i o mojej przyszłosci powie. Dla zachęty powie mi ile będę lat żył: jakieś 87-88 i tu mnie gościu osłabił - przecież ja mam zaplanowane już najbliższe 100 lat życia (tyle mam jeszcze do zrobienia a on mi mówi ze zostalo mi jeszcze 50 lat. Przegiecie. Więcej kasy mu nie dałem i skończyło się wróżenie (mam w bliskiej rodzinie niezłego fachowca w tej dziedzinie, więc nie ma co w gadki się wdawać i to po angielsku, i tak nie wszystko bym zrozumiał). Tak czy owak w Indiach można spotkać wiele ciekawych postaci.
Jutro rano zmieniam hotel, jadę po rower, składam go, robię małą przejażdżke po Delhi i chyba we wtorek wyjeżdzam do Jaipuru.
wreszcie mam rower…
16 listopada :: Delhi, Indie
Dziś był dość ciężki, pracowity dzień. Rozpoczęło się od miłego akcentu - udało mi się usunąć z mojego lewego uda jakiegoś kolca, który mi wszedł 4 tygodnie temu. Aż się zdziwiłem, że kolec ten miał około 1 cm długości. Poruszając sie rowerem po Indiach lepiej nie mieć w sobie żadnych obcych ciał.
Pobudkę miałem dziś dość wcześnie - około 6:30, spakowałem się i zaniosłem rzeczy bo biura Sajada. Później pojechaliśmy na lotnisko, po drodze zabierając jakąś turyskę, która leciała na Goa. Miałem okazję zobaczyć lotnisko krajowe w Delhi. Moją uwagę przykuł żołnierz na jeepie z CKMem wycelowanym w nas. Trochę nieswojo się poczułem… Następnie utknęliśmy na godzinę w jakimś gigantycznym korku. Nawet się w nim na chwilę zdrzemnąłem.
Fotogaleria zdjęć z wyprawy. Ponad 200 zdjęć z opisami.
Czekam, czekam i ciągle nic, inni już dawno swoje rzeczy odebrali a ja wciąż czekam. W końcu zawoła mnie jeden z urzedników i powiedział, że nie mogą znaleźć mojego roweru i abym im opisał jak wyglądała paczka to może szybciej znajdą. Tak też i zrobiłem, i już po piętnastu minutach zobaczyłem moje pudło.
Teraz trzeba było jeszcze poczekać na otwarcie i rewizję paczki. Tutaj chłopaki nie przyłożyli się zbytnio, zerknęli że jest rower , jakieś reklamówki i kazali zamykać pudło.
Znowu wróciłem do tego biura gdzie byłem już trzy razy. Teraz pan kazał mi iść i dokonać opłat do banku, budynek obok. Opłaty nie były wcale takie małe bo 460 rupii + 1840 rupii. Po dokonaniu opłat udałem się do biura nr 2, skąd kazano mi pójść do okienka nr 3 a tu niespodzianka pan sobie zrobił małą przerwę. Po odczekaniu 20 minut, przejrzano moje dokumenty i wydrukowano kolejne papiery. Poźniej jeszcze tylko wizyta w dwóch okienkach i już czekałem na wydanie paczki. Po kolejnym kwadransie podjechał wózkiem jakiś Hindus z moim rowerem i jeszcze tylko 2 kontrole dokumentów i już byliśmy na parkingu. Zapakowaliśmy rower, znowu dwie kontrole przy wyjeździe i po 4 godzinach latania od okienka do biura, od biura do okienka jechaliśmy z powrotem. Jeszcze tylko wymiana koła bo złapaliśmy gumę po drodze i już byliśmy pod moim nowym hotelem.
Dostałem pokój wiekszy niż na Paharganju, obsługa pomogła mi wnieść rower i zabrałem się do składania. Całe szczęście wszystko dotarło w całości, i po dwóch godzinach miałem już rower złożony. Nawet dało się nim jeździć.
A skoro dało się nim jeździć to mam dla Was trzeci i chyba ostatni konkurs.
Pytanie konkursowe: Ile km uda mi się przejechać rowerem podczas tej wyprawy?
Na chwilę obecną przejechałem 1 km.
Wystarczyło, że pojawiłem się rowerem na mieście a już miałem kilku kupców na rower, generalnie wszędzie wzbudzałem duże zainteresowanie. Jeszcze tylko tylnie światło muszę podłączyć (prądnica w przedniej piaście) i rower będzie w 100% gotowy do drogi.

Dziś wieczorem muszę się przepakować, część rzeczy zostawiam w Delhi a resztę zabieram na wyprawę.
Dziś niewiele zdjęć zrobiłem więc i niedużo wysyłam. Jutro rano autobusem wyjeżdżam z Delhi do Jaipuru.






