Jesteś tutaj:  CYKLOiD.plRelacjeRelacje z wypraw
Autor: sebaa8
Utworzono: 10 maja 2012
Odsłony: 47
Rowerowa majówka 2012

Pięknego poniedziałkowego dnia 30.04.2012 r. wyruszyliśmy z Sosnowca w kierunku Kazimierza Dolnego, by piękny, długi majowy weekend spędzić na rowerze i poznać piękno polskiej przyrody i nie tylko.

Z Sosnowca udaliśmy się w okolice Włoszczowy i po przejechaniu ponad 140 km ułożyliśmy się do snu, Chociaż noc szybko minęła, a dzień przywitał nas słońcem to już o 8.00 zasiedliśmy na swoje dwukołowe maszyny i pędziliśmy dalej do celu naszego wyjazdu. Azymut dnia dzisiejszego obraliśmy w stronę drugiego co do wielkości wzniesienia Świętokrzyskiego Parku Narodowego Łysiec 595 m.n.p.m. oraz św. Krzyż. Każdy metr podjazdu na tą górę przybliżał nas do celu dnia dzisiejszego.

 
Utworzono: 01 kwietnia 2012
Odsłony: 184
Przekraczamy bariery - trzech Kozaków, dwa rowery

Przekraczamy bariery - trzech Kozaków, dwa rowery ANDY 2011- pod takim hasłem, w lipcu 2011r. krakowska ekipa w składzie: Karol Kleszyk, Szymon Świrta, oraz niewidomy Paweł Król wyruszyła w 40-dniową wyprawę do Ameryki Południowej. Trasa nie była łatwa (duże wysokości, pustynie, wulkany), a warunki klimatyczne nie zapowiadały się dobrze (wiatry, śniegi, niskie temperatury).

Poprzeczka na wysokości Andów

Zachęcony mongolskim powodzeniem Karol postanowił podnieść poprzeczkę – jako cel następnej wyprawy wyznaczył liczący ponad 6 tys. Metrów wysokości południowoamerykański wulkan Aucanquilcha i najbardziej suchą pustynię świata - Atacamę.

Chciałem teraz pojechać w góry, najlepiej w Andy i poczuć trochę wysokości. Zupełnie inaczej jeździ się po 5-6-tysięcznikach, a inaczej po nizinach. Chciałem też pojechać tam w zimie, żeby wyprawa była trudniejsza – mówi Karol.

 
Utworzono: 10 grudnia 2011
Odsłony: 385
Afryka Zachodnia

Nigdy nie byłem wielkim fanatykiem roweru. Najpierw był pomysł na podróż, rower pojawił się później. O dalekiej i długiej podróży marzyłem od lat, a dokładnie od lat dziesięciu, kiedy to wróciłem z mojej pierwszej i tak naprawdę jedynej dalekiej włóczęgi. Zaraz po studiach, wspólnie z moim przyjacielem Mariuszem Grajewskim, pojechaliśmy drogą lądową do Indii. Był to typowy tramping z wszystkimi atrakcjami takich wyjazdów: wielka przygoda, doświadczanie egzotyki poznawanych kultur i docieranie do miejsc znanych wcześniej tylko z lektury przewodnika. Jednak najlepiej z tego wyjazdu wspominam liczne znajomości zawarte na trasie. Co ciekawe, spośród poznanych ludzi, najlepiej zapisali się w mojej pamięci ci podróżujący samotnie. Coś w tym jest, że jak się podróżuje samemu, to łapie się najlepszy kontakt z innymi i tak naprawdę samemu w podróży się tylko bywa. A jaka swoboda w decydowaniu!

 
Utworzono: 05 grudnia 2011
Odsłony: 437
Za Horyzont

I w końcu wylądowaliśmy! Pełni napięcia wynikającego z ciekawości kraju, w którym się właśnie znaleźliśmy, wyszliśmy z samolotu i ustawiliśmy się w kolejce do odbioru bagażu. Komuś w transporcie zaginął namiot, ktoś inny nie może znaleźć swojej walizki i nerwowo porusza się wokół taśmy, na której nie przybywają już nowe bagaże. A co z naszymi rowerkami? Na szczęście wyjechały - nie sądziłam, że tyle radości spowoduje ponowne zobaczenie naszych ogromnych brzydkich pakunków, które kształtem zupełnie nie przypominały tych wspaniałych jednośladowych pojazdów napędzanych siłą mięśni kolarza, których wymyślenie przypisuje się Leonardowi da Vinci. Na szczęście ani folia pakunkowa, którą dla bezpieczeństwa kilkakrotnie owinęliśmy bagaże, ani uszyte przez nas pokrowce z grubego niebieskiego materiału z Castoramy nie wyglądały na uszkodzone. Odetchnęliśmy z ulgą. Nasze pakunki wyglądały na tyle nie-rowerowo, że co jakiś czas podchodził do nas inny taksówkarz proponując podwózkę do Biszkeku, oddalonego o ok. 30 kilometrów od lotniska imienia Manasa i ze zdziwieniem odchodził, kiedy mówiliśmy, że dziękujemy, ale chcemy tam dojechać na rowerach. Na jego twarzy malowało się pytanie - na jakich rowerach? Przystąpiliśmy do rozpakowywania i skręcania naszego sprzętu.

 
Utworzono: 28 listopada 2011
Odsłony: 294
Pierwsza na świecie próba wytyczenia szlaku rowerowego wzdłuż wybrzeża największego wysokogórskiego jeziora świata

Czego dowiecie się z tej relacji?

Jeśli chcesz przeczytać tylko dziennik z wyprawy rowerowej dookoła jeziora Titicaca to ta relacja nie jest dla Ciebie. Jeśli myślisz, że to jest kolejny mini-przewodnik po krajach Ameryki Południowej to jesteś w błędzie. Opisałem tę wyprawę tak jak ją zapamiętałem. Jak żyją zwykli ludzie w Peru i Boliwii? Co to jest ceviche? Jak smakuje mięso z alpaki? Dlaczego żuje się liście koki? Do czego wykorzystywana jest glina i słoma? Dowiesz się właśnie z tej relacji.

 
Autor: Kacper
Utworzono: 07 listopada 2011
Odsłony: 476
Jak pięcioro Polaków objechało jezioro Titicaca na rowerach

Gdynia/Gdańsk/Łąg/Czersk/Wrocław - Katowice - Madryt

W rolę zdobywców wcielają się tym razem: Anna Kitowska, Roman Bednarek, Szymon Belka, Kacper Kadłubiski i Marek Klimowicz. Do Peru wyruszamy pociągiem TLK. Brzmi dziwnie? No cóż, może nie dojedziemy nim aż do Ameryki Południowej, ale bez niego się nie obejdzie. W pociągu jest wagon kinowy, a wyświetlane w nim filmy świetnie usypiają, więc my z Markiem trochę odpoczęliśmy. Ania z Szymonem natomiast w sąsiednim wagonie obcowali przez całą noc z kibicami Legii, głośno wyrażającymi miłość do swojej drużyny. Wagon miał dużo miejsca na rowery, więc nasza tona bagaży zmieściła się bez problemu (może tylko pociąg jechał przez to trochę wolniej). Tego samego dnia wykoleił się pociąg z Warszawy do Katowic i nie było wiadomo, czy nie wpłynie to na nasz przejazd, jednak po 14-godzinnej podróży dotarliśmy do Katowic z jedynie 4-godzinnym opóźnieniem (bywało już gorzej). Dobrze, że zaplanowaliśmy odpowiedni zapas czasu przed odlotem do Madrytu.

 
Autor: ania
Utworzono: 06 listopada 2011
Odsłony: 483
Wspomnienia z rowerowej wyprawy po Peru i Boliwii :: Titicaca Cycle Expedition 2011

Każdy z Was chodząc do szkoły podczas lekcji geografii zapewne uczył się krain geograficznych, rzek, jezior i tym podobnych zagadnień. Ja podczas tych zajęć zastanawiałam się jak te miejsca naprawdę wyglądają i czy kiedykolwiek je zobaczę. Udało się. Już wiem jakie rzeczywiście są Peru i Boliwia, a dokładnie rejon największego wysokogórskiego jeziora świata - Titicaca. Obraz tego miejsca różnił się od wyobrażeń ze szkolnych lat. Zaskoczył mnie pozytywnie. O kolorowych strojach Peruwiańczyków, otchłani wód, biedzie, przepięknych krajobrazach, tradycji i wielu innych ciekawostkach postaram się Wam opowiedzieć, a może nawet uda mi się kogoś z Was zachęcić do podróżowania i odkrywania nowych miejsc.

 
Utworzono: 10 października 2011
Odsłony: 368
Zdobyliśmy Rzym, zaliczyliśmy Alpy i Apeniny

Zdobyli Rzym i zaliczyli Alpy !!! Dwóch gladiatorów z Nizin mieszkających w Słońsku w osobach Adrian Nietreba i Wojciech Stybel uzbrojonych w przeładowane sakwami rowery, podbiło wieczne miasto. Licząca 2100 km, trwająca 25 dni podróż, wybrukowana zmęczeniem, przygodą, pasją, widokami pasma Alpejskiego, gór Pirenejskich, Morza Adriatyckiego, historycznych budowli, to tylko szczypta esencji piątej rowerowej wyprawy. Nasza przygoda z rowerami zaczęła się w 2007 roku od pierwszej niewinnie zaczynającej się trzydniowej wyprawy do Częstochowy (450km).

 
Autor: tafel
Utworzono: 21 lipca 2011
Odsłony: 476
Wyprawa rowerowa do Sikkimu :: 2007

Od dwóch dni jestem już w Delhi. Napiszę może jak się tu mi przyleciało. A więc nawet nie tak najgorzej. Co prawda było trochę problemów na lotnisku, ale i tak mniej niż podczas poprzednich wypraw. Otóż nie miałem uzgodnionej kwestii przewozu roweru z Ukraińcami. Miałem się z nimi dogadywać na miejscu. Jednak na Okęciu okazało się, że biuro Aerosvitu było zamknięte I nie było zupełnie, z kim gadać. Musiałem się więc dogadywać z paniami odprawiającymi nasz lot. Dobrze, że na lotnisku była Agnieszka, ze swym znajomym i oni pilnowali mi pakunków a ja negocjowałem warunki przewozu roweru. Okazało się, że oprócz podręcznego bagażu mam 24 kg bagażu normalnego,a pudło z rowerem ważyło 32 kg. Czyli 36 kg nadmiaru. Jednak po kilkunastu minutach negocjacji udało mi się przekonać panie, aby policzyły mi nadbagaż za 20 kg i tym oto sposobem zapłaciłem 645 zł za nadbagaż. Czyli znośnie.

 
Autor: Olej
Utworzono: 22 listopada 2010
Odsłony: 1053
Z Aborygenem do Opery

Plany planami, marzenia marzeniami a rzeczywistość może zmienić wszystko. Dnia 10 października bieżącego roku wróciliśmy ze wspaniałej wyprawy po Australii. Była to podróż przygotowana i zrealizowana przez dwuosobową ekipę wrocławskich studentów - Marię - AWF Wrocław i Łukasz - Uniwersytet Ekonomiczny Wrocław. Oboje jesteśmy zapalonymi rowerzystami, dlatego planowaliśmy przejechać rowerami całe wschodnie wybrzeże Australii, czyli 3500 km.

Przygotowania do wyjazdu trwały bardzo długo i wymagały mnóstwo determinacji. Treningi rowerowe wypełniały nam każdą chwilę. Początkowo szukaliśmy wsparcia i zainteresowania wśród mediów, by pomogły nam rozpowszechnić nasze przedsięwzięcie. Kolejnym krokiem były starania o sponsoring. Młoda głowa pełna szalonych pomysłów niestety nie okazała się być kartą przetargową. Stąd brak zobowiązań i szerokie pole manewru pozwoliło nam oddać się w ręce australijskiej rzeczywistości.

 
Utworzono: 19 listopada 2010
Odsłony: 1703
Rowerem przez Polskę

Słowem wstępu

Czasami człowiek potrzebuje chwili wytchnienia, oderwania się od codzienności, natłoku zdarzeń. Dla mnie czymś takim jest rower. Dlaczego? Sama nie wiem, po prostu to lubię, tylko ja i rower i droga przed nami, przeważnie nieznana. Podczas planowania trasy na wakacje miałam różne pomysły jednak ostatecznie decyzja zapadła- jadę nad morze. Później doszedł jeszcze powrót do domu przez Poznań i Wrocław. W sumie po wstępnych obliczeniach wyszło, że do przejechania będzie ok 1500 km.

 

Strona 1 z 5

<< Start < poprz. 1 2 3 4 5 nast. > Zakończenie >>
| + -

Polecane

jezyki-zantes